Rozdział 4

      (Stella)

      
      Dziś wielki dzień, urodziny mojej wspanialej córki Isabelle Annabelle Johnson. Godzina 5.50 spać nie mogę  przygotowuję piosenkę niespodziankę dla królewny. Harper nawet wrócił z Francji na ten dzień Alex jeszcze o tym nie wie. Mój kochany kuzyn przywiózł 2,5 metrowego misia w kolorze różowym z zółtą kokardką na głowie. Izzy bardzo się ucieszy. Niedługo będą moi rodzicie z Cindy. Trochę się boję... nie rodziców... siostry ona jest prawdziwą fanką tych wszystkich aktorów, piosenkarzy, masakra oni wszyscy będą na urodzinach mojej dziewczynki. Zaprosiłam Kardzashianki z dziecmi, Maddie i Kenzie, Beyonce, Jennifer Lopez, Zaca Efrona ze swoim siostrzencem i siostrą, Iana z Nikkie, rodzinę Alex Susan z Annie i Peter, Skyler z Niallem  i innych, nawet moi bezdzietni przyjaciele, kawalerzy 4ever alone zadeklarowali się, że przyjęcia nie opuszczą.. To będzie nie zapomniany dzień. 3 urodziny ma sie tylko raz.
      - Mamo! - usłyszałam krzyk dziewczynki, szybko zbiegłam z Harperem na dół. 
      - Wszystkiego najlepszego kruszynko - rzuciłam do dziewczynki i wzięłam ją na ręce i mocno ucałowałam.
      - Ale jesteś wielka - powiedział Harper biorąc dziecko na ręce, mała zaśmiała się. - Niedługo będziesz wyższa od mamy nasza kochana 4 latko. Mam dla ciebie niespodziankę  - Kuzyn poszedł z dziewczynką do salonu  gdzie stał wielki miś.
      - Wujek jesteś najlepszy! - krzyknęła dziewczynka i pobiegła do misia, teraz tylko muszę wymyślić gdzie będzie jego miejsce. 
      Moja córka siedziała na podłodze przytulając się do wielkiego niedźwiadka, ja z Harperem szykowałam śniadanie  Naleśniki z syropem klonowym, szybko dołączyła do nas Alex i rzuciła się na Harpera. Przewrócili się, blondi zajebała ręką w segment. Śmiałam się aż wyplułam sok który piłam. Oczywiście wyszło, ze jestem najgorsza, odpowiedziałam na to środkowym palcem. Rozległ się dżwięk mojego telefonu Josh...
      - Halo, numer Stelli piiiii - powiedziałam.
      - Szanowna pani sekretarko proszę przekazać, że składam córce mojej koleżanki najserdeczniejsze życzenia z okazji urodzin, i nie mogę się doczekać współpracy. 
      - A dziękuję w Imieniu panienki Isabelle - zaśmiałam się.
      - Nie ma za co - rzucił. - Wracam do dziewczyny. - zamurowało mnie.
      - Powodzenia - rzekłam i rozłączyłam się
     To ten koleś kogoś ma? A ja głupia z nim obcowałam. Nie jest parszywy... ale kurwa choć trochę rozumu mógł mieć. Zdradził dziewczynę ze mną? Ja nie mogę... Co za przebrzydły wrzód na dupie. Nie pałam do niego wielkim uczuciem, ale przyznam wkręciłam sie. Alex mnie zabije, Kat mnie zabije, Lily zabije Hutchersona. Jaka ja głupia jestem, przejmuje sie niemożliwym  Faceci są popieprzeni zawsze zranią kobiecą dumę. Przysięgam ostatni raz... to był ostatni raz obcowania z gamoniem.
Kolejne życzenia urodzinowe, dziś dostałam ich masę, show biznes kocha moją córkę. Brukowce nawet przysłali koszyki ze słodyczami i pięknie obrobione zdjęcia z sesji i pozdrowienia dla mojej córki. Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Poszedł otworzyć Harper bo on jako jedyny jest ogarnięty.
      - Mamy gości! - krzyknął i wprowadził do kuchni Iana i Nikki. Ja i Alex spojrzałyśmy na siebie i rzuciłyśmy w niego ścierką. A następnie z krzykiem uciekłyśmy do mojego pokoju. Goście śmiali się. 
      - Zabiję go i szczerze mam w dupie co czujesz do tego ćwoka - powiedziałam na ucho do Alex a ona z pełną powagą i to nie udawaną odpowiedziała;
      - Pomogę ci - zaśmiałam się i ją mocno przytuliłam. Dołączyła do nas Nikki z Izzy.
      - Mamo! Ciocia pomoże mi się ubrać - powiedziała dziewczynka ściskając mocno rękę mojej koleżanki. 
      - Izzy nie rób kłopotu dla cioci, ja cię ubiorę - powiedziałam, ona na to tupnęła nóżką i pociągnęła Nikki w stronę swego pokoju. Mała miewa gorsze humorki niż ja lub Cindy w jej wieku. Ciekawe w kogo się udała. Nie wyobrażam sobie już życia bez tego urwisa, jej szept jej płacz jej każdy oddech, oraz małe westchnienie, każde słowo potrafi sprowadzić mnie na ziemię. Dla niej będę walczyć, o każdy kolejny piękny dzień, pełen uśmiechu.. Aż pójdzie na swoje. Nauczę ją wszystkiego.. jazdy na rowerze, grać na gitarze,  
      - Nie sprawiła kłopotu? - zapytałam gdy moje oczko w głowie wróciło z panią Ianową. Isabelle od razu pognała do misia.
      - Nie - odpowiedziała dziewczyna, najwyraźniej bardzo zadowolona z siebie. Widziałam delikatny uśmiech i te iskry w jej ciemnych oczach. - Sama wybrała sobie sukienkę, tylko z czesaniem włosów ma problem. - Zaśmiałam się.. - Muszę się przyzwyczajać się.  - Z blondynką spojrzałam na nią znacząco. Od razu pojawiła się zazdrość... Ale o co? Ona jest w ciąży, jest szczęśliwa, na kochającego, idealnego męża... "Tak idiotko ten jej mąż był twoim chłopakiem." W mojej łowie myśli krążyły jak oszalałe... Złość, duża złość, ale i poczucie ulgi. Dlaczego akurat to miałam czuć, sama tego nie pojmuję. Bardzo ich lubię.. Z nikki za sobą nie przepadałyśmy zbytnio. Wiem, że jest zazdrosna o Iana... on wciąż bardzo kocha Izzy, przez pewien czas zastępował jej ojca. Jej jej kochanym wujkiem, oraz moim przyjacielem, wiem jak bardzo się potrafi martwić o mnie. To co do tej pory nas łączyło to była przyjaźń która zrodziła sie z ulatniającej się miłości. Ale dziecko?! Nie wiem...
       - Gratulacje! - krzyknęłam z przyjaciółką. - Rodzinka się powiększa. - dodała Alex. Posłałam szatynce uśmiech, jest trochę wyższa ode mnie i poczułam się jak dziecko. Żal.. mam wielki żal, ale przejdzie po dobrym alkoholu.
      - Alex leć ubieraj się - rzuciłam do przyjaciółki i usiadłam na łóżku. Blondi wiedziała co zamierzam. Chcę odbyć poważną rozmowę z Nikki. Nie będę jej robić wywodów ale chcę się dowiedzieć czy to coś więcej... czy może zwykła wpadka.
      - Stella - dziewczyna usidła obok mnie i spojrzała mi w oczy. Nasze brązowe oczy zlewały się... Wyczułam u niej niepewność. - Jak to jest z Izzy?
      - Słucham? - teraz dopadł mnie szok. Kompletnie nie wiem o co chodzi.. jeśli coś dzieje się z moim dzieckiem nie powinna tego owijać w bawełnę. Czemu jestem na nią zła... Łzy cisną mi się do oczu. Jednak ja jako zimna suka z doliny dziewic orleańskich nie pokażę tego.
      - Zapytała mnie czy znam jej ojca - szczękę musiałam zbierać z podłogi. Nie wiedziałam co robić staram się jak mogę ale... nie idzie. I wtedy zrobiłam coś co nie powinnam.. Wysłałam sms'a do Malika.

"9.00 Milk Jar Cookies, 5466 Wilshire Blvd - Stella"

          Nie odpowiedziałam dziewczynie na pytanie... Nie mam zamiaru o tym mówić, posłałam jej tylko błagalne spojrzenie. Nie wiem czemu jestem na nią zła. Ona jest dla mnie dobra i mnie toleruje, opiekuje się moją córką. Moja duma ucierpiała, jestem bardzo urażona z tego powodu. Niestety... CO ja mam biedna począć. Przed oczami mam Iana i Nikki, szczęśliwych, i ona w ciąży. Następnie mam obraz Harrego który dokładnie uganiał się za Nicole a olał własne dziecko. Będę  silna i dam rade... Jesteś tak popieprzona, że pewnie zrobisz coś głupiego. Najwyraźniej moje sumienie się spóźniło. Najgłupsze było to, że Mam się spotkać z Zaynem. Wymyślę coś, ze musze załatwić sprawy w Elysian Park ( tam będzie przyjęcie, w parku). Jolene obiecała, że dopilnuje wszystkiego.
Z obrzydzeniem do świata, który jest cholernie pojebany poszłam do łazienki. Moje odbicie lustrzane nabijało się ze mnie...
      - Spójrz na siebie! - krzyczało moje alter ego. - Jesteś do niczego... Gdzie jest Stella która miała wyjebane po całości? Która nie obawiała się swoich byłych? Która pokazywała, że jest lepsza od innych? Nie istnieje hahah!
Tym razem sama do siebie czułam obrzydzenie. Moje lustrzane odbicie miało 100% racji, jestem do niczego. Obiecałam walczyć o wszystko, ale na marne mi to wychodzi. Muszę poczuć się jak dawniej i odzyskać zdrowy rozsądek. Oby ten kaleczniak mi pomógł. Ustałam pod prysznicem, moje ciało otulała ciepła woda, która toczyła walkę  z mydłem. Próbowałam zmyć z siebie wszystkie emocje... Tarłam swoje ręcę gąbką, aż zaczęły powiać się mocno czerwone play. Dlaczego ludzie są tacy głupi, dlaczego wszyscy musimy dorosnąć  dlaczego? To zawsze mi w głowie siedzi... Masz Izzy durna paniusiu  a teraz pospiesz się o ile masz zamiar na czas zjawić się w cukierni. Nienawidzę głosu w mojej głowie, on zawsze ma racje. Wyszłam spod prysznica i pobiegłam do garderoby. Ubrałam się odpowiednio...nie elegancko!  Spojrzałam na telefon i czekała na mnie wiadomość...

"Będę punktualnie. Do niedługo! :)"

          Zrobiło mi się lżej na sercu. Nie dość, że będę mogła się wyżyć, to wiem, że on nie będzie mi zadawał zbędnych pytań. Nie miałam z nim kontaktu. Ale potrzebuje tej rozmowy. Naprawdę zaraz coś mnie strzeli w ty szczególnym dniu. Nie chodzi mi o państwo Somerhalder, tyko o całą sytuację. Poczułam się urażona, zła i niedowartościowana. On mnie zrozumie, zawsze rozumiał.
Wybiegłam z pokoju a w salonie zastałam całą elitę i jeszcze więcej osób. Susam z Annie i Peterem, Alex (ubrana w sukienkę którą dostała ode mnie na urodziny), Harper, Izzy, Nikki i Ian. Spojrzałam z ucieszona morda na Annie. Jak ona wyrosła, podbiegłam i wzięłam kuzynkę na ręce. Przytuliła mnie mocno i dała buzi. Następnie zażyczyła bym ją na miejsce odstawiła. Susan wyściskała mnie mocno a eter tylko piątkę pryzbył. Wtedy wszedł Nick i Cassie... Dziewczyna pisnęła gdy mnie zobaczyła... O tak pragnę dodać, że ślub Nicka i Cass nie odbył się w terminie, ponieważ miałam dziecko i postanowiłam się odciąć.
      - Co was wszystkich przywiało o tak wczesnej porze/ Jest niedługo 8 godzina - zastanawiało mnie to. Moi przyjaciele i rodzinka patrzyła na mnie jak na idiotkę  ale na posyłałam jednej osobie mrożące krew w żyłach spojrzenie.  
      - Samolot tak wylądował - odpowiedział mój wujaszek... on jest jedynie kilka lat starszy ode mnie... 
      - White ogarnij swoja parszywa dupę bo zaraz ci do niej nastukam - warknęłam głośno! On posłał mi ironiczny uśmiech i staną 20 cm przede mną. 
      - Grozisz czy obiecujesz? - zaśmiałam się... Tak mówią kto się czubi ten się lubi... Ale tyle z nim przeszłam, że po latach miłości jak do brata pojawiła się odraza!
      - Jesteś perfidnym starym gamoniem! - krzyknęła Alex wysokim głosem, zaśmiałam się.. - Jesteś głupi czy udajesz?! Zgaduję, że nie zorientowałeś się, ze jest tu małe dziecko, które cię słucha!.
      - O kurwa, zapomniałem - rzekł ironicznie. Wtedy mój gniew przybrał na sile. Moja maleńka dziewczynka wtuliła się w swojego misia.. Ja po prostu rzuciłam się na chłopaka. Wszystkie dziewczyny ustawiły się za mną, a chłopacy za moim przeciwnikiem. Mała Annie pobiegła do Isabelle. Wyglądaliśmy, jakbyśmy szykowali się do przeciąganie, jednak w istocie chciałam mu przyłożyć. Dziewczyny odciągały mnie, ciężko im szło bo wyrywałam się. Z Nickolasem było tak samo. Wyszarpnęłam się i odeszłam od tej całej hołoty. 
      - Alex zajmij się Izzy, ja wychodzę muszę załatwić sprawy jak nie zdążę do 14 to jedzcie do parku na urodziny wszystko będzie przygotowane. - Rzuciłam na odchodne i pokazałam środkowego palca dla Nicka. Zdążyłam zauważyć, że Cassie mocno jebła go w ramię. Ja to mam pojebaną rodzinę. Wbiegłam do windy i miałam ochotę ryczeć bardzo. Oparłam się o ścianę i czułam niepokój głównie spowodowany brakiem szczęścia. Niedługo są zdjęcia do filmu a ja? Jak głupia użalam się nad sobą.
Wyszłam z budynku na parking i wsiadłam do swojego kochanego autka. Oddychałam bardzo głęboko, jednak moje serce nie chciało się uspokoić. Razem z moją wewnętrzną ja toczyło wojnę. Już czuję te emocje które się wzmagały. W LA ładna pogoda, jechałam prosto w umówione miejsce, nie znoszę ciszy. W radiu rozbrzmiały pierwsze dźwięki Maroon5 - This love. Po tylu latach nadal kocham tą piosenkę... Uśmiech... pojawił się uśmiech. Przypomniała mi się wycieczka z Cindy, Alex i Sam... nadal tak może być tylko dziecko to duża odpowiedzialność. Miewam huśtawki nastroju... za dużo pracuje jak nic... ostatnim filmem w którym zagram (na jakiś czas) będzie Pętla2. zrobię sobie wakacje moje piosenki tak szybko nie będą się ukazywać... trochę podroczę się z producentem i moim tatusiem.
          Przed cukiernią byłam po 9 minute się spóźniłam weszłam do środka i zauważyłam Malika, siedział przy stoliku i przeglądał gazetę. Po cichu podeszłam i dosiadłam się na przeciwko, nie zaważył mnie. Miałam chwilę, żeby się ogarnąć. Uklepałam moje powywijane włosy, otarłam skruszony tusz do rzęs z policzków, wymazałam usta lekko czerwoną szminką. On nadal mnie nie zauważał..
      - Bayn - warknęłam, chłopak momentalnie upuścił gazetę na podłogę. Parsknęłam śmiechem jakich mało, nie mogłam się uspokoić. Brunet posyłał mi mordercze spojrzenie a ja dalej nabijałam się z niego. - Jesteś idiotą.
      - Ciebie też miło widzieć - podszedł do mnie i przytulił na przywitanie. Z zewnątrz ogarnęłam się ale w duchu  dalej śmiałam sie z tego dekla. Nic się nie zmienił, no może tylko tyle, że przestał się golić, jego kolekcja tatuaży powiększyła się,  fryz inny, a nawet ubiera się lepiej. Jednak nastawienie wciąż takie same.
      - Kupe lat - odezwałam się siadają na wygodnym czerwonym krześle. - Jak tam u ciebie?
      - W porządku - odezwał sie i przyglądał mi się przez chwile, jakby zaglądał w głąb mojej duszy, to straszne. Spuściłam wzrok wy nie świdrował we mnie tak. Westchnęłam, on wiedział już co się święci. - Alex to nie to samo?
      - To nie tak - odezwałam się. Wtedy przyszła kelnerka i przyniosła nam kawę czarną i bez cukru. Posłałam "przyjacielowi uśmiech". - Ja już nie wytrzymuję, jesteś jedyną osobą z którą mogę pogadać.
      - Szczerze... też chciałbym z tobą pogadać - zaśmiałam się, co za zbieg okoliczności. Czy znowu odrodzi się przyjaźń? Wątpię, Blondyna mnie zabije, ona taak bardzo go nienawidzi, zapewne życzy mu śmierci za każdym razem gdy usłyszy jego imię.
      - Ulga - teraz on się zaśmiał, trochę krepująca sytuacja, tak dawno z nim się nie widziałam, że teraz nie wiem jak z nim rozmawiać. - Słuchaj gamoniu mam problem.. Izzy pyta o ojca.
      - Dzisiaj ma urodziny prawda? - spojrzałam na niego ze zdziwieniem. jak on może o tym pamiętać  - Stęskniłem się za nią, jak była malutka lubiła ciągać mnie za włosy.
      - A więc po tobie ma te humorki! - krzyknęłam co go zdziwiło, powstrzymywał się od śmiechu. - Nikomu nie pozwala dotykać swoich włosów.
          Widziałam w nim radość oraz intrygę. Tak zaczęłam powracać, nie czułam już napięcie tylko lużną atmosferę i zapach świeżo parzonej kawy. Upiłam łyk i poparzyłam język, mój rozmówca prawie się posikał ze śmiechu jak pisnęłam z bólu. Wyglądał jakby zaraz miał tańczyć kankana. Lubie ten stan nic się nie liczy prócz wyzywania tego fileta duńskiego.

(Alex)

          Nie dziwię się mojej przyjaciółce, ze wyszła, też bym wyszła, bo przecież kurwicy można dostać. Tyle ludzi się zwaliło i od razu atmosfera się zjebała. W prawdzie nie wiem co jej odbiło, ale nie powinna się zachowywać? Ah jak mnie ten White wpienia! Jeden i drugi! to totalni kretyni niestety po rodzinie nic nie gonie. To oznacza jedno... WOJNA! Dziewczyny stały zasłaniając chłopakom telewizor, dziewczynki bawiły się w pokoju małej solenizantki. Ja nie usiedzę spokojnie. Wciąż krążyłam wokół kanapy na której siedzieli mężczyźni. Śmiali się jak gdyby nigdy nic... śmieli się z nas. Jeszcze nie poznali chyba jak to jest mieć doczynienia z wkurzoną kobietą. Ich wszystkich bym w pień wycięła by mieli nauczkę.
      - Siadaj lepiej Grey - warkną do mnie Nick. No kurwa czy on jest u siebie?! Nie do cholery jest w moim domu jak dupy nie ogarnie to wyleci przez okno.
      - Jesteście głupi - nic sobie nie robili z mojej obelgi. - Zwłaszcza ty White  - szturchnęłam go w klate. - Jesteś jak cholerny wrzód na mej zacnej dupie i nie wyobrażaj sobie, że dalej będziesz siedział i się głupio szczerzył. - Kipiało ze mnie złością i ironią...
      - Ale jaki przystojny wrzód - zaśmiał się. - Powinnaś się cieszyć ze spotkał cię ten zaszczyt
      - Zaszczyt? - zadrwiłam, on sobie za dużo wyobraża. - Perfidny, chamski, ciotowaty, bałwan
      - Na więcej cię nie stać? - Zapytał zdziwiony Ian, spojrzałam na Harpera który siedział i nie odzywał się w sumie dobrze, bo akurat jemu to bum przywaliła.
      - Nie mów do mnie ty aktorzyno od siedmiu boleści kiedy ja mówię! - krzyknęłam.
      - No prosze - blondyn znowu zaczynał swoją śpiewkę. - Stella cię dobrze wychowała, teraz jesteście jak bliźniaczki... Chociaż ty wciąż jesteś nikim, ciekawe kto by cię chciał? Przyzwoitkę, która za swój honor stawia honor przyjaciółki. Oh tak bo to jedyna jaką masz, takie to smutne nieprawdaż? - zwrócił się do mojego narzeczonego on tylko ze skruchą w oczach wpatrywał się w podłogę.- Ja by tu jeszcze tobie dopiec? Wyglądasz jak okrutna wersja Merlin Monroe, może jednak masz fiuta bo na kobietę mi nie wyglądasz, taka decha z ciebie.
      - Zamilcz, wal się - posłałam mu szydzący wzrok. - Spójrz na siebie 26 lat, w ciąż jak dziecko. Matka cie niczego nie nauczyła? Ah no tak ona tez uważa, że jesteś ptasim móżdżkiem. Współczuję ludziom którzy z tobą pracują, przebywanie z takim skunksem jak ty żle działa na zdrowie, przez ciebie będę musiała wietrzyć mieszkanie przez 10 godzin. Tak w ogóle...  - wzięłam głęboki oddech i ze świstem wypuściłam powietrze. - Wy ! Wasza czwórka to same szowinistyczne świnie!
       - SZOWINISTYCZNE?! - wydarł sie Harper z anem oraz Peterem.
      - Świnie?! - rozjuszyłam bardziej White'a. - Głupia lalunia... jak każda kobieta, wystarczy puścić wam bajer, a za chwile leżycie w łóżku obok mężczyzny. Z tobą i Harperem chyba tak właśnie było?!
      - Nic kurwa odwal się od niej! - mój chłopak nie wytrzymał wkurwił mnie tym. Miałam już wtrącić swoje trzy grosze, jednak mnie do tego nie dopuścił. Próbował zabić mnie wzrokiem. Nie wiem co czuć. W środku płonę ze złości, Nick to debil. Harper mnie kocha, wiem że próbuje ogarnąć sytuację jednak z moją determinacją mu się tonie uda. Jego oczy teraz błyszczą ironią, broni mnie ale mam wrażenie, ze bardziej siebie. - Ja się twojej narzeczonej nie czepiam!
      - Narzeczonej? - zawyły dziewczyny otworzyły szeroko jadaczki. Jednak nikt nie zwracał na nie uwagi oprócz mnie. Ustałam obok Sus i pokazałam pierścionek.
      - Serio stary?! Ty z nią! - Nick był zdziwiony, chyba zaczynam prowadzić w tej rundzie. - Współczuję ci, każda narzeczona jest jak kupa błota - mówił to z uśmiechem, najwyraźniej zapomniał o Cassidy. - Zaraz spieprzy ci całe kawalerskie życie. Chcesz tego? Nie wiem kim ty jesteś?! Bardziej lubiłem Harpera który  był nie zależy i nie chciał się ustatkować, tego który mógł mieć każdą! Zobaczysz przejedziesz się, to są zwykłe żmije które wyciągają z ciebie ostatnią szarą komórkę, ciągle ciążą na wypłacie i mają o wszystko pretensje! Zastanów się!
      - Słyszysz siebie padalcu? Raczej w to wątpię, bo masz rozum jak spódniczka mini twojej sekretarki! - blondynka nie wytrzymała. Wybuchnęła płaczem złapała torebkę i wybiegła z mieszkania, w jej ślady poszła Susan i Nikki.
      - O kurwa! - odezwał się mężczyzna kiedy zorientował się co zrobił. Harper strzelił mu w zęby. Podeszłam do nich i jeszcze dołożyłam. Nie powinien tak mówić... - Co ja zrobiłem.
      - Właśnie potwierdziłeś.. jesteś niewychowanym rozpieszczonym bachorem który uważa się za lepszego od innych, niestety rozczaruję cię!  Jesteś nikim! Każdy ma w dupie twój złoty zasrany tron wysadzany kamieniami szlachetnymi! Nie naprawisz tego - Mężczyźni patrzyli sie na mnie oszołomieni. - Idę szukać dziewczyn a wy ogarnijcie tego zjeba i nie mam zamiaru widzieć go w tym mieszkaniu jak wrócę, a tym bardziej na urodzinach Isabelle. Tylko przysporzywszy większych kłopotów.
          Wzięłam torebkę, klucze i telefon. Udałam się w poszukiwaniu dziewczyn. Jak ci faceci są głupi. Tego pojąć nie można. Obiecuje kobiecie wieczną miłość i niby chce życie spędzić z nią, a jednak okazuje się, że to tylko zabawa. Ona mu nie wybaczy, ja wiem a nawet jeśli wykaże skruchę to trudno jej będzie się z tym oswoić. W końcu poznała prawdziwego Nickolasa White'a zadufanego w sobie egoistę oglądającego się za spódniczkami. Mam nadzieję że głąby go ogarną, bo ja na prawdę mam ochotę zabić... Zapewne nie tylko ja.

__________________________________________ 
Panie i panetki hahah 
rozdział number 4 :)
Mimo iż komentarzy brak wiem że czytacie i ze mną sie kontaktujecie. 
Chcecie więcej to zapraszam na
www.dreamonemoretime.blogspot.com 
trochę z innej bajki ale oby się spodobał.      

Comments

Popular posts from this blog

Rozdział 7

Rozdział 5