Rozdział 6

        (Stella)



         Park był zamknięty dla ludzi z poza moich kręgów. Wiele znajomych, przyjaciół i innych ludzi których zaprosiła Jolene.. Po cholerę to robiła nie wiem. Ona za wszelką cenę próbuje nie wbić na szczyt góry lodowej.. Przypominam , że przez tą górę zatoną Titanic, albo raczej Olimpic.. Jak sie okazało było to największe brytyjskie fałszerstwo odszkodowania. Obitego Olimpica, przemalowali, odświeżyli i zrobili z niego Tytanica, jednak nie zauważyli, że numery seryjne są statku macierzystego. A Prawdziwego Tytanika zamienili na Olimpika który był w renowacji. Trochę to pogmatwane. Specjalnie wypuścili w morze statek wadliwy by zdobyć kupę forsy bo stocznia upadała. Miał się on zderzyć z amerykańską łodzią podwodną. Jednak na drodze sławnego statku pojawiła się góra. Mało kto o tym wie, ze statek spoczywający na dnie oceanu nie jest Tytaniciem. Brytyjczycy znają tę historię. Tylko media jej nie ujawniają...
      - Stello - usłyszałam głos mamy, trzymała na kolanach moją księżniczkę. - O czym myślisz?
      - Zakochana?.. - zaczął spekulować Ted, O tata Harpera, to zapewne gdzieś też kręci się ciocia Audrey.
      - O Tytyanicu - odezwałam sie i wstałam od stołu. Spóźniłam sie dwie godziny na urodziny dziecka, Rodzice trochę ofochani, ale przynajmniej dałam córce najlepszy prezent ever. Kupiłam jej kucyka pony realistycznych wymiarów kuców islandzkich.
      - O przekręcie stulecia? - mama wybałuszyła oczy i patrzyła na mnie podejrzliwie.
      - Co ty już kombinujesz? - odezwała się Cindy. - Stella to stara historia, czemu akurat teraz o niej myślisz?
      - Ponieważ Jolene chce mnie umieścić na samym szczycie góry lodowej - warknęłam. Wzięłam Izzy na ręce i odeszłam. Poszła za mną siostra.
      - Stella - cichy głosik siostry świadczył że coś chce, nie będę wredna przy córce... - Jutro jest Kid's Choice Award
      - I co w związku z tym? - udawałam głupią blondynę i szłam w kierunku dmuchanego placu zabaw, gdzie bawiły się inne dzieci. Siedziały tam moje przyjaciółki i celebrytki, oczywiście plotkowały o mnie.
      - Pomożesz mi się ubrać? - przystała na moment.
      - Pod warunkiem że przez całe przyjęcie będziesz mieć Izzy na oku i bawić sie z nią - to było wredne, mój ton głosu
      - Obiecuję - uśmiechnęła się i mnie przytuliła. Postawiłam dziewczynkę która od razu poleciała na dmuchany zamek. Ta smarkula jest kochana i świetnie opiekuje się moim dzieckiem. Jednak wole mieć ją na oku. Podeszłam do Alex, Skylar i Susan, od razu jak mnie zobaczyły złapały mocno Alex.
      - TY! - wrzasnęła przyjaciółka. - Szlajać ci się zachciało z tym pedałem?!
      - O co ci chodzi idiotko? - zapytałam z wściekłością. Wiem, że o Malika, ale po cholerę się tak gorączkuje? Ma kochającego chłopaka z którym planuje przyszłość...  - Opamiętaj się! - krzyknęłam. - Czujesz coś do Zayna jeszcze?
      - Głupia jesteś - warknęła zaciskając pięsci, jeszcze tego będę mało jak się rzuci na mnie.
      - Nie odpowiedziałaś na pytanie - rzuciła oburzona Skye, ona chciała mi pomóc, posłałam blondynce drażniący uśmiech. Ona tylko zaczerwieniła się i spuściła wzrok.
     - To co ty do cholery wyprawiasz z moim kuzynem? - wkurzyłam sie, nadal czuje coś do Zayna a zerwali ok 4 lata temu. Bawi się tylko uczuciami, jak ja kiedyś. - Alex - podeszłam do niej bliżej.
     - To nie tak - powiedziała zrozpaczona. - Ja go nienawidzę.
      - On ciebie też - powiedziałam na luzie. - Pomyśl co ty wyprawiasz! Nie widzieliście się od lat, ja z nim sie przyjaźnie, ty nie musisz. Zerwaliście, niby cię zdradził, ale to nie prawda. Ty tylko honorem sie uniosłaś, że był twoim pierwszym i dostał "buziaka" od Perrie. Alex, jeśli tak go nienawidzisz nie myśl o nim, masz Harpera, jednak jeśli tonie możliwe... - przerwałam widziałam łzy w oczach dziewczyny. - Oddaj ten cholerny pierścionek.
      - Czemu to musi być trudne? - zapytała Alex.
      - Ucierpiała twoja duma, a jesteś osobą która łamie serca  lecz swojego nie potrafi skleić. Musisz się odizolować... Może projekty? Wakacje z Harperem zdała od mediów? Minimum miesiąc - Sus jest psychologiem - terapeutką, prowadzi poradnię na Wall Street w Londynie. - Jak będziesz w Anglii wpadnij do mnie, zajmę się twoją chorą kobiecością.
      - Przepraszał - rzuciła dziewczyna zapłakana.Przytuliłam ją mocno, ona musi skorzystać z usług Susan.  - Tak w ogóle to gdzie się podziewałaś?
      - Idę dziś na randkę - powiedziałam z uśmiechem. - Zanim zapytacie... Byłam na El Matador, i go tam spotkałam, stary znajomy - prychnęłam specjalnie by nie panikowały i nie wchodziły w szczegóły. Potem zgadałam się z moim - własnie kim on dla mnie jest...? - kolegą i o 20 wychodzimy.
      - Będzie bagno - Skye załamała się, spojrzałam pytająco na towarzyszki.
      - Cała rodzinka u nas w mieszkaniu będzie miała zlot - powiedziała Alex. Akurat tego nie przemyślałam, trudno moze nie być aż tak źle.
          Dochodziła godzina 18.00. Goście zaczęli już się zwijać, musiałam się pożegnać ze wszystkimi i dać prezenty. Taki zwyczaj podczas imprez urodzinowych dzieci. W parku została tylko moja rodzina oraz Skye z Niallem i Josh (brat Skyler). Chłopak musiał szybko uciekać, nie wiem co on kombinował, ale jego ucieczka była podejrzana. Nie zastanawiałam się tylko narzuciłam ekipie sprzątającej oraz Jolene by pozbyli sie stąd wszystkiego. Ja łącznie z Harperem i Alex oraz małą Isabelle wsiadłam do samochodu (oczywiście mojego). I ruszyliśmy do domu. Przez chłopaka którego dziś spotkałam jestem cała w skowronkach, mogłabym się rozpłynąć, ale... Jestem Stella Annabelle Johnson i zawsze jestem cięta... "Ale te oczy mają iskierki" no niestety są cudne. Reszta rodzinki zabrała prezenty.
            W domu było pełno zamieszania, ja siedziałam od półtora godziny w pokoju i próbowałam wymyślić coś z włosami. Moja księżniczka siedziała w mojej garderobie i przymierzała z Annie i Cindy wszystkie kapelusze. Modystka z niej rośnie... W salonie było pełno bab: Susan, Alex, Skylar, Mama, Cass, ciocia Audrey. Faceci przenieśli się na górę do pokoju muzycznego, tam mogą pić w spokoju.
      - Stella chodź tu - zawołała moja mam, wyszłam z pokoju w szlafroku nie był dokładnie zawiązany, pokazywał mój satynowy, srebrny biustonosz, ale od piersi po uda nic nie było widać. Panie stały i patrzyły na mnie. Wtedy zorientowałam się, że w salonie stoi moja randka..
      - O kurwa - rzuciłam i stałam przerażona, szybko zasłoniłam dekolt. - Poczekaj chwilkę jestem prawie gotowa.
      - Jasne rzucił chłopak, i podszedł do mnie, on chyba coś zmajstrował,, szelmowski uśmiech nie oznaczał nic dobrego. Położył rękę na moich plecach i przechylił do tyłu. Pocałował mnie mocno, kątem oka widziałam zdziwienie mojej mamy, oraz to, że nie chce tego oglądać. Puścił mnie po 30 sekundach i wręczył kwiatka. Patrzyłam na niego jak głupia.
      - Cześć - podeszła do niego Skylar i przybili piątkę.
      - To wy się znacie? - zapytałam zdziwiona  ale co mnie to obchodzi, ludzie mogą sie znać zwłaszcza jak pochodzą z Anglii. - Zaraz wrócę. - Wyszłam i wleciałam do garderoby.
      - Dziewczyny, muszę się ubrać bo wychodzę, idźcie do salonu - poprosiłam ładnie. Siostra złapała dzieci za rączkę i posłusznie wyszły ja szybko wskoczyłam w przygotowane wcześniej ubrania, poczesałam włosy i wróciłam do partnera. Jak się okazało wieści szybko się rozchodzą. Nadole był Harper, tata, wujek Ted, Nick (przynajmniej się zachowywał, jak rodzeństwo postawiło go do pionu), Peter i Niall. Chłopak objął mnie w talii.  - Tak - zaczęłam powoli - wychodzę...
      - Mamo - odezwała się dziewczynka i podbiegła do mnie. - A kto kto?
      - Jestem Tom - blondyn padł przed nią na kolana co było bardzo zabawne. - Idę na randkę z twoją mamą. - dziewczynka uśmiechnęła się ciepło do niego, najwyraźniej go polubiła. Tylko po co musi się temu przyglądać cała moja rodzina? - Chce wiedzieć czemu wszyscy się na nas gapią? - szepną chłopak podnosząc się, pokręciłam przecząco głową. Wstyd mi.. a on jeszcze przedstawienie urządza jak bym była od lat jego. Teraz to wkurzona jestem.
      - To ona i Josh? - zapytała badawczo Susan.
      - Najwyraźniej nie - odezwał się tata...
      - To jest Tom - zaczęłam przedstawiać bo lipa będzie... - Na schodach stoi Nick ten blondyn, najmłodszy brat mojej mamy, Obok mój tata Daniel - chłopak ukłonił się przed nim, co bardziej mnie zaskoczyło niż jego obecność. - Ok dalej to juz po kolei Harper, mój  brat cioteczny (kuzyn) mieszkam z nim, Ted to tata Harper, Niall to chłopak Skylar, Peter to ,a mojej ciotki Susan, ta z dzieckiem na rękach, Następnie Cassidy narzeczona Nicka (zawalił sprawę, więc chyba rozumiesz jaki są relacje), moja mama - dla niej też się ukłonił. - Oraz moja przyjaciółka Alex, narzeczona Harpera, mieszka z nami. A Skye już znasz. Brakuje jeszcze Babci i byś znał całą rodzinę White...
      - Miło was poznać - rzucił chłopak miło, mnie aż korciło by kopnąć go w łydkę. Zrezygnowana pociągnęłam go za rękę i wyszliśmy z mojego mieszkania... Mam nadzieję, że gdy wrócę nie będzie tych ludzi.

(Alex)

           Nie ma co, Stell zawsze trafia na tych najlepszych. Wygląda znajomo. Piękne niebieskie oczy... ale to nić w porównaniu do oczu mojego narzeczonego. Już szczerze powiedziawszy nie mogę się doczekać wspólnego życia. Wiem, że brunetka planuje się wyprowadzić  w sumie byłabym jej wdzięczna gdyby te mieszkanie w całości odsprzedała mnie... Nie chce stąd sie wynosić.... Wracając do randki dziewczyny, muszą się dość długo znać... Nie ogarniam jej znowu bawi się chłopakami? Po to te przedstawienie? Pierw ten Hutcherson a teraz ten.. no w każdym razie coś mi nie gra. 
       - Skylar? - zwróciłam się do dziewczyny. - Skąd go znasz?
       - Kolega mojego brata, Josha  - odpowiedziała z uśmiechem i zobaczyła oburzenie na twarzy Nicka. - Ty co? Zazdrosny? Że istnieje lepsza partia niż rozwydrzony Malone? - zaśmiałam się z Cass, przynajmniej się jej humorek polepszył, niestety jednak 
      - Chciałabyś! - warknął chciał coś dodać.. tyle że jego wybranka rzuciła obcasem, los chciał ze dostał w klejnoty... Podziałało, zamknął sie. Ja stałam ucieszona 
      - Ted do cholery zabierz tego smarkacza na górę zamknij go w schowku na miotły i nie wypuszczaj . możesz mu zostawić flaszkę i Harpera do towarzystwa - mama mojej przyjaciółki się wkurzyła.
      - Z całym szacunkiem ciociu ale... - mój chłopak nie skończył. Pani Johnson miała w oczach to samo co Stella podczas ogarniającej ciało furii. Był przerażony. 
      - Beth - odezwała się Audrey, postanowiła bronić syna - On nic nie zrobił. Kobieto jako twoja szwagierka nakazuję wręcz spiąć dupe i się uspokoić. Dziecko nic nie zrobiło, to twój brat zachowuje się dzisiaj jak debil. Siadaj na tej zasranej kanapie i wypij - podała jej butelkę wina, Calro Rossie wytrawne. Kobiety zamknęły się. 
      - Nickolasie chodź, chyba nas tu nie chcą - powiedział Daniel, on potrafi się troszczyć, w końcu jest najstarszy z mężczyzn. 
      - Nie.. - blondyn zszedł ze schodów. Podszedł do mnie - Możemy porozmawiać? - zapytał delikatnie.
      - Nie ma takiej opcji - wtrącił Harper, pokazałam mu środkowy palec, na co on wystawił jęzor. Odgryzę go kiedyś , przysięgam. 
      - Coś ważnego czy dalej będziesz pokazywał swoje mądrości?! - krzyknęłam, mężczyzna zaczerwienił się. 
      - Współczuję już Tobie synowej Audrey - zaśmiała się Susan... Pociągnęłam Nicka za drzwi, opuściliśmy apartament i stanęliśmy na schodach. Oparłam się o barierki a on usiadł na stopniu i schował twarz w swoje dłonie. Najwyraźniej czymś za bardzo się denerwował. 
      - Przepraszam - spojrzał na mnie jakby wyczekiwał obelgi... a więc proszę
      - Było wcześniej myśleć, a ja myślałam że w końcu dorosłeś, jednak niedoczekanie. - prychnęłam. 
      - Wiem, jestem skurwysynem. Kocham Stellę jest moją siostrzenicą, była moją najlepszą przyjaciółką kiedyś, nie jest dobrze byc najmłodszym, rozpieszczonym, jednym z dziedziców majątku White.
      - Do czego zmierzasz? - dopytywałam sie... Nie ułatwię tego, lubię go drażnić. 
      - Do tego.. ze - wstał i ustał przede mną, od razu cofnęłam się o kilka schodków niżej, jeśli się na mnie rzuci może zdążę uciec... - Zawaliłem wszystko  Rodzeństwo wścieka sie ostro na mnie Dan i Peter kpią a Harper, stara się ale widzę jego złość, że obraziłem ciebie... Fochy Beth i Susan przeżyję, siostry mi wybacza w końcu, ale... Najważniejsza osoba w moim życiu próbuje wywalić mnie z domu i z życia. Tyle lat spędziliśmy z nią ja ją naprawdę Kocham... Gdyby nie chęć irytacji Stell... 
      - Ona ci nie wybaczy - rzuciłam zgodnie z prawdą. Trzeba  sposobu...
      - Wiem, że żadne banały nie wystarczą... a jak będę publicznie okazywać, że chcę Cass odzyskać, skopie mi dupę jak nic. Ty wiesz, że ona zna karate? 
      - Nick przecież wiesz, że Stell zna Krav magę, ona dopiero cię skopie - rzuciłam z uśmiechem szyderczym. 
      - Błagam - uklęknął przede mną - pomóż mi ją odzyskać.
      - Co będę z tego mieć? - zapytałam sarkastycznie... Wiedział czego chcę... ZEMSTA BĘDZIE SŁODKA.
            Wróciłam do mieszkania za mną wlókł się Nicky. Nie miałam teraz ochoty na żadne starania ani, duperele. Cała rodzina przyjaciółki siedziała w salonie, na wielkiej kanapie/sofie, na podłodze pili piwo i jedli pyszne przekąski. Usiadłam między Harperem a jego matką. Chłopak pocałował mnie w uśta, wtedy Nick debil waony zawył jak wilk, wywołało to śmiech u Susan i Beth, co jak co ale on wie co zrobić by siostry mu wybaczyły. 
      - Alexandro - zwrócił się do mnie teść. - Jako, że zaręczona jesteś z naszym synem, chcielibyśmy już oficjalnie przywitać cię w rodzinie White. 
      - Tato - warknął chłopak, pogłaskałam go po policzku i zaśmiałam się, był zażenowany. - Bez Kayli 
      - Z Kaylą spotkacie się we Francji - odpowiedziała mama bruneta. - Chcielibyśmy zaprosić was na uroczysty obiad właśnie we Francji oczywiście po egzaminie Harpera, by się nie stresował mój chłopczyk  - wybuchłam śmiechem z Susan.
      - Dziękuję państwu - szczere dzięki dla świata który na mej drodze postawił Stellę, przez co spotkałam Harpera i poznałam świetnych rodziców chłopaka. - Skorzystamy z propozycji, jak uspokoi się trochę.
      - Świetnie - mruknął zadowolony Peter..
      - Stary! - skarcił go mój wybranek. - Zamknij się. 
      - Ależ mój kochany bratanku - odezwała się Susan, teraz wiedziałam coś wykombinowali. - Powiedz dziewczynie co ustaliliśmy. 
      - Chcą nam zrobić wesele - odezwał się, zaczęłam się śmiać, żart się udał nie ma co.. Jednak wszyscy się uśmiechali. - Oni nie żartują, lepiej zrób coś bo mogą nas hajtnąć już jutro - mrukną mi do ucha młody White
      - My nie myślimy o ślubie - pierwsze co mi przyszło do głowy. - Najpierw zrobię karierę - rzuciłam
      - Oh kochana - Cass podążała pomysłem reszty - Powiedz tylko słowo a sam mistrz Pablo zrobi z ciebie światową projektantkę.
      - Jakim cudem? - zapytałam zdziwiona. Pracowałam z mistrzem Pablo, człowiek sukcesu, ciężki orzech do zgryzienia. 
      - Też mam swoje kontakty - mruknęła.. - Więc karierę masz w kieszeni. 
           Wpakowałam sie w bagno, nawet moja mama nie wie, że mam pierścionek od tego facecika. Cóż pewnie się ucieszy, ona też z kimś randkuje, siedzi ciągle w Londynie. Nie wiem jakim cudem jestem tak blisko z rodziną przyjaciółki.. moja już przestaje mnie interesować, choć... mam tylko mamę a ona mnie i niestety swojego chłopaka. Nie chcę go poznawać... czegoś się obawiam szczerze powiedziawszy. Wybiegłam szybko z pokoju do łazienki.. akurat siusiu mi się zachciało. Ale słyszanym śmiechy za sobą mam nadzieję, że się ogarną. W moim pokoju Cindy z dziewczynkami oglądała Smerfy, widziałam jak Izzy zasypia. Dla niej już jest pora spania. Powinna mieć własne dziecko, trochę mam pociąg do macierzyństwa  jednak nagle przypominam sobie Stell i od razu umysł mi się rozjaśnia... PRZE KURWA NIGDY! Po wyjściu z łazienki w pokoju zastałam Susan, która brała na ręce Annie. Ja to samo zrobiłam z solenizantką. W salonie każdy się zbierał.. Nawet Harper gdzieś wychodził. 
      - A ty dokąd? - zapytałam z udawaną złością, on mnie przytulił i zaczął całować  Prawie zapomniałam, że na moich rękach spoczywa śpiąca dziewczynka.
      - Nick potrzebuje teraz mnie - mrukną mi w ucho. - Wybacz kochanie. Jutro ci to wynagrodzę, mogę wrócić późno - odpowiedział. Nie miałam nic do gadania jak już to sobie postanowił. Pocałował mnie raz jeszcze i pociągnął Nicka ze kołnierz koszuli w stronę drzwi. 
      - My też się zbieramy - podeszła do mnie Susan z dziewczynką na rękach i Cassidy, Peter trochę zalany wiec, nie będę się do niego zbliżać. 
      - Miło było was spotkać - powiedziałam za co dostałam buziaka w policzek od dziewczyn. Trójca pożegnała się miło i wyszła.
      - Jak ty sama wszystko ogarniesz? - zapytała Audrey - Może zostaniemy tobie pomóc?
      - Nie trzeba - rzuciłam szybko, na prawdę chciałam zostać sama. -Położę Izzy spać i sprzątnę.
      - Jak by coś się działo dzwoń - powiedziała mi do ucha mama Stelli. - Mam wrażenie, że będę potrzebna szybciej niż mi się to wydaje.
      - Wie pani co? - zwróciłam się grzecznie do kobiety. - Tez tak uważam, ale Stell sobie radziła jak nas nie było. Teraz też poradzi. - jej oczy wierciły we mnie dziurę... Teraz wiem po im Stell tak ma.
    - Elizabeth - jęknął Daniel - wnuczka nie zając nie ucieknie - zaśmiałam się trochę wstawiony to widać. Mężczyźni ruszyli w stronę drzwi. Kobiety szybko do nich dołączyły. I dobrze mam dość towarzystwa. 

(Stella)

          Chłopak zabrał mnie do winiarni prawie pustej, ma u mnie plusa bo uwielbiam wino i wykwintne żarcie, zrobił wielkie oczy jak mu powiedziałam że jestem wegetarianką. Oczywiście żartowałam. Następnie on zaczął ze mnie żartować.. No aż musiałam zjechać go spojrzeniem. Przyznam, że słuchając jego dość zabawnych żartów znów przypomniałam sobie Titanica. Góra lodowa nie będzie wiecznie dryfować. A ja zatonę, obudzę się w toniach oceanu i nie znajdę nic, ponieważ nic mi nie zostanie.Kelner przyniósł ładnie wyglądającą potrawę z jakąś dziwną włoską nazwą. Znam biegle francuski, Hiszpański a nazwa dania nie jest w ogóle podobna do słów z tych języków.
      - Wygląda smakowicie - powiedziałam z uśmiechem.
      - Kobieto ty jeść musisz - zażartował, humorek go się zawsze trzymał. Podobnie żartował gdy rozwiązał mi sukienkę 4 lata temu. Oh nie dobry Felton! 
      - Za to ty musisz przestać - odgryzłam się zadowolona i śmiać mi się chciało. 
      - Trochę pobiegam - puścił  do mnie oczko, ja głupia zarumieniłam się, mam nadzieje że w słabym świetle lamp i świec nie mógł tego zobaczyć. Myliłam się. - Ładnie wyglądasz - nachylił się by być bliżej moich ust. - Nawet nie wiesz jak bardzo - wymruczał i pocałował lekko i szybko jakby to był pierwszy buziak. Chcę więcej! "Tak wariatko ty zawsze chcesz" moja podświadomość aż krzyczała kpiną. Ignoruję ją... nie myślę lalal... "Nie myślisz bo nie masz narządu potrzebnego do tego"... o nie tego za wiele. - Lepiej by ta sukienka leżała na podłodze w mojej sypialni.
      - Nie doczekanie twoje - uśmiechnęłam się milutko, a zarazem zgryźliwie.  Zobaczyłam jego uśmiech dość ciekawski, takiego jeszcze nie widziałam... typowo aktorski. - Pytania? - zaproponowałam, tak jakbym czytała jego myśli.
      - Zaczynaj - zaczęłam mnie, ale ja jak to ja... "Nieee, a ona Taaak a ja na to nieeee. Wtedy mnie pocałował. Nie miałam nic do gadania. To źle, że na to pozwalam,nie powinnam ustępować.. przecież my sie nie znamy.
      - Czemu robisz sceny? - pierwsze pytanie, jeśli odpowie tak, że się nie wkurzę będzie miał to sens. Uśmiech z jego twarzy nie schodził, oczy dalej błyszczały, jakby były rozbawione. Uważał, że żartuję  mi jednak naprawdę nie jest do śmiechu. Ilekroć zadawałam ludziom to pytanie zawsze milkli... oblewali test.. Wiem, że Tom odpowie, jednak czy to mnie usatysfakcjonuje? No pewnie, że nie! Podejrzewam co się święci... "Jesteś głupia" moja podświadomość nie dawała sobą rządzić.
      - Bo to zabawne - odpowiedział bez namysłu, naprawdę podniosło mi to ciśnienie. Na mojej twarzy malował się grymas, byłam poważna.. Od tego wszystko zależy.
      - Przecież nic nas nie łączy - powiedziałam dociekając prawdy. - Czemu zrobiłeś to przy mojej rodzinie. Takie to zabawne?
      - Stella- westchnął. - Wiem do czego zmierzasz
      - Czyżby? - mruknęłam zdenerwowana i duszkiem wypiłam kieliszek wina, ponownie go napełniłam i czekałam na wyjaśnienia.
      - Podobasz mi się - złapał mnie za rękę i ciepło się uśmiechnął. - Całowanie ciebie sprawia mi szczęście
      - Jakie to oklepane - rzuciłam, on zaśmiał się, ja jednak nadal miałam kamienną twarz, pozostawałam niewzruszona  Lekcje aktorstwa się przydawały...
      -  Naprawdę - mruknął, nie ruszyło mnie to, jestem na tyle mądra aby w to nie wierzyć. - Okay od początku.. Podobasz mi się, lubię cię całować, jesteś piękną kobietą, mądrą i bardzo utalentowaną. Lubie twoje humorki, to jest intrygujące. Chcę cię lepiej poznać... bliżej, dostatecznie blisko...
      - Nie odpowiedziałeś na moje pytanie - spojrzałam mu w oczy i uśmiechnęłam się. Miło mi się zrobiło po jego słowach. Chciałabym, aby nie zaprzepaścił szansy.
      - To nie.. - przerwałam mu machnięciem ręki. Patrzył na mnie z czułością, oraz z  żalem.. Było mu głupio. chyba złapałam go na gorącym uczynku.
      - Kto ci kazał? -  błagam siebie w duchu by w oczach nie pojawiały mi się łzy. Czemu tak się dzieje... to serio fajny chłopak, czemu akurat on musi mi to robić? Znowu ktoś chce się bawić moim kosztem? - Wiedziałam, że coś jest nie tak. Wiesz co ciebie zdradziło?.. Ta akcja z pocałunkiem w moim salonie, niebyło by w tym nic dziwnego gdyby nie przechylenie i triumfalny wzrok. Co chciałeś udowodnić? Teraz będziemy uważani za parę. - wzięłam głęboki oddech. - Ja naprawdę chciałam się z tobą spotykać.. Chciałam, teraz już nie chcę. Nie chcę kłamstw Tom... Kurwa - warknęłam ostatni wyraz.- Wtedy na plaży widziałam, ze nic tobą nie kierowało, robiłeś mi scenę z własnej woli. Nie jestem głupia uwierz da się to rozpoznać. - Wstałam od stołu złapałam za torebkę i wyszłam, nawet nie spojrzałam na partnera. Gdy byłam już na dworze poleciały mi łzy. Nie płakałam, to tylko kilka łez spoczęło na moim policzku. To żenujący moment, ciężki i smutny. Jak ja mogłam w to uwierzyć... Ta cholerna akcja z sukienką powinna mnie nauczyć by trzymać łapy i język z dala od tego typa. Los nie jest mi przychylny
      - Czekaj - usłyszałam głos za sobą i poczułam szarpnięcie. Odwróciłam się i zobaczyłam osobę od której teraz uciekam. Był... zrozpaczony? Raczej to mówiły jego oczy. - To nie tak...
      - To nie ma sensu - mruknęłam, musiałam powstrzymywać się aby nie płakać. Ja też kurwa mam serce.  - Powiesz mi chociaż kto to wymyślił? Nie okłamuj mnie proszę - wyszeptałam i z oczu znowu popłynęły mi łzy. Kciukiem starł mi je z policzków, tępo się w niego wpatrywałam.
      - Przejdziemy się? - poprosił, kiwnęłam głową na znak, że się zgadzam. Szliśmy wzdłuż sklepów, chodnik był pusty nikt nie chodził poza nami.. Denerwowałam się... czułam w sobie gniew, żal i strach... boję się, że wszystko okaże się bujdą.
      - Zaczynaj - poprosiłam gdy opanowałam trochę emocje targające mną.
      - Gdy ciebie zobaczyłem na plaży, nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę ty. Zauroczyła mnie twoja uroda, wyglądałaś na taką, która próbuje odkupić swoje czyny bazgroląc w notesie. Potem usłyszałem że coś nucisz, jeszcze bardziej mnie zauroczyłaś. Gdy cię wystraszyłam, za co przepraszam, widziałem w tobie zmianę. Nie byłaś już tą 18latką z którą można było pogrywać i przepraszam raz jeszcze za sukienkę... Ale gdybym miał raz jeszcze pociągnąć ten jebany sznurek, zrobiłbym to... Bo przypadki nie istnieją. Tak też poczułem gdy cię zobaczyłem. Nagle trzepnęła mnie myśl by się z tobą umówić... Szczerze chciałem, nikt mnie do tego nie zmuszał. Wtedy na plaży liczyłaś się tylko ty. Kiedy dojechałem do domu czekał na mnie agent wypytywał mnie gdzie, co i jak, z kim.. chyba rozumiesz? - kiwnęłam głową. - Więc.. Powiedziałem że przed zdjęciami musiałem spędzić trochę czasu sam na sam i opowiedziałem o spotkaniu z Tobą. Wtedy wpadł na iście szatański pomysł a mianowicie... Urządzić tobie scenę, ale nie taką aby postawiła cię w złym świetle, lecz taką dzięki której na mnie bardzie polecisz. - znowu przerwał, nie mogłam spojrzeć na niego  Było mi nie dobrze... Nie myliłam się, właśnie Tytanic trafił na górę lodową, na jej szczycie jestem ja, on ten głupi blondyn który mnie oczarował tak bardzo jest statkiem. - Najpierw uznałem to za absurd... lecz bo długich namysłach stwierdziłem, że nie zaszkodzi. Bardzo cię lubię, naprawdę.
      - Ty mnie nie znasz - powiedziałam smutek się ze mnie wylewał, łzy kapały na mój dekolt jedna po drugiej.
      - Wiec pozwól mi cię poznać - poprosił odwracając mnie do siebie  patrzyłam w jego oczy przepełnione nadzieją. - Wiem że zrobiłem głupią rzecz..
      - Jesteś świetnym mężczyzną, tylko nie wiem czy odpowiednim dla mnie - powiedziałam i poczułam ukłucie w sercu, kłamałam. Chciałam go teraz mieć blisko, lecz jako dama i młoda kobieta nie mogę na to pozwolić, nie padnę mu w ramiona by uciszyć serce które wyło.
      - Nie mów tak - i przybliżył się do mnie.- Stell to nie istotne co zaszło u ciebie w mieszkaniu.
      - Istotne, bo mnie okłamałeś. - mruknęłam odsuwając sie, Jednak za każdym razem gdy robiłam krok w tył on był coraz bliżej w końcu zrezygnowana poddałam się. Pozwoliłam by na mych ustach spoczął delikatny pocałunek, on oddawał więcej niz tysiąc słów.
      - Blisko, daleko, gdziekolwiek jesteś, wierzę że to serce bije - szepną mi w usta - i znowu pocałował z delikatnością i czułością, teraz nie potrafiłam nic zrobić oprócz odwzajemnienia się. - Ta scena wydała mi się fajna, chciałem byś była moja, żeby wszyscy widzieli jak na mnie działasz.
      - Nie było to odpowiednie - powiedziałam i poczułam jego dłoń na policzku, znowu starł ociekające łzy. - Nie wiem co robić - wyszeptałam, przytulił mnie do siebie  oparł swoją brodę o moje włosy i pozwolił mi tkwić w tych ramionach. Potrzebowałam ich lecz pragnęłam jak najszybciej sie z nich wydostać.  Moje serce i myśli, nerka, płuco ani wątroba nie będą spokojne kiedy on jest przy mnie.
      - Jest cień szansy byś znowu się ze mną umówiła? - błagalny ton jego słów, wyjaśnił mi że naprawde potrzebuje drugiej szansy.
      - W moim sercu jesteś bezpieczny - wyszeptałam w jego usta i złożyłam delikatnego buziaka. Odeszłam od niego. Nie dając nawet szansy by coś powiedział złapałam taxi i ruszyłam do domu.
          Nie jestem z siebie zadowolona, może głupio się zachowałam? Może nie powinnam się wściekać, jednak nie chciałam by kłamał. Nie chce dać mu szansy... Tak bardzo nie chcę, ale dałam. Potrzebuję czasu, pozbierać myśli i wiedzieć, że naprawdę chce mnie poznać, a nie urządzać kolejne sceny. Jedyne czego teraz potrzebowałam to samotność, jeszcze dziś pobiegam. Im dalej byłam od niego tym bardziej chciało mi się płakać. Założę się ze jutro będziemy w internecie. Już widzę te nagłówki "Tom Felton i Stella Johnson razem" "Aktor z Harrego Pottera z młodą piosenkarką". Wiele ich przelewało mi się w myślach. Wywoływały u mnie uśmiech, chcę z nim spędzić trochę czasu. Może właśnie jego potrzebuję? Blondyna który potrafi rozbawić i zrozumieć, odczytać moje emocje, skrępować, ale i rozluźnić. Miłość może dotknąć nas tylko raz, trwać przez całe życie i nigdy nie przestanie, dopóki nie odejdziemy

_____________________________________________
This is it!
Nie mogę pozbierać myśli wszystko wiruje
Uwielbiam mieszać...
Do zobaczenia z kolejną mieszanką wybuchową! 
E.C

Comments

Popular posts from this blog

Rozdział 1

Rozdział 2